walki w czasie bitwy o anglię w 1940 roku trwały
Bitwa o Anglię lub bitwa o Wielką Brytanię – kampania powietrzna głównie nad południową i centralną Anglią, toczona między niemieckim lotnictwem Luftwaffe a brytyjskim RAF-em w czasie II wojny światowej, w okresie od 10 lipca do 31 października 1940 roku. Była to pierwsza kampania toczona wyłącznie za pomocą lotnictwa.
Stanisław Skalski jest jednym z najbardziej znanych i zasłużonych polskich lotników II wojny światowej. Uczestnik walk wrześniowych 1939 roku, „Bitwy o Anglię”, kampanii w Afryce czy Inwazji w Normandii. Wielokrotnie honorowany polskimi i zagranicznymi odznaczeniami. Autor całego szeregu powietrznych zwycięstw. Pewny siebie dowódca stanowiący autorytet dla podwładnych i
Polacy w Bitwie o Anglię Najliczniej jednak - poza Brytyjczykami - reprezentowaną w siłach RAF grupą narodową byli Polacy. W Bitwie o Anglię wzięło ich udział 147. Szczególną sławę zyskały sobie w czasie Bitwy o Anglię dwie polskie eskadry myśliwskie - poznański Dywizjon 302 i warszawski Dywizjon 303 im. Tadeusza Kościuszki.
Ambasada RP w Londynie dla uczczenia polskiego wkładu w Bitwę o Anglię w 1940 roku zleciła przemalowanie zabytkowego samolotu Hawker Hurricane w barwy Dywizjonu 303. Wspólnie z zabytkowym Spitfire w barwach polskiego Dywizjonu 317 wezmą udział w szeregu pokazów lotniczych. Cały projekt nosi nazwę #BoBPoles.
Przebieg ofensywy w Ardenach. Bitwa w Ardenach przybrała początkowo korzystny dla Hitlera obrót. Wojska niemieckie zaskoczyły przeciwnika, który nie spodziewał się, iż po tylu klęskach Hitler może jeszcze ruszyć do kontrataku. W trakcie bitwy o Ardeny wzięło udział ponad 800 tys. żołnierzy alianckich i ok. 200-500 tys.
Rencontres Littéraires En Pays De Savoie. 10 lipca 2022 | Polskie Radio 07:05 / Jarosław Kruk | A | Wyświetleń: 580 | 1 komentarz Bitwa o Anglię była pierwszą poważną porażką Hitlera w czasie II wojny światowej. Niepokonana dotąd Luftwaffe po trzymiesięcznej, podniebnej batalii musiała uznać się za zwyciężoną przez Royal Air Force. W tym sukcesie niebagatelną rolę odegrali polscy piloci. W trakcie podniebnej bitwy o Anglię zestrzelili około 170 samolotów niemieckich, a 36 uszkodzili. Polskie Radio uruchomiło specjalny serwis poświęcony Bitwie o Anglię – dostępny po kliknięciu na grafikę Bitwa o Anglię rozpoczęła się 10 lipca 1940. Do walki Niemcy skierowali zmasowaną ofensywę lotniczą przeciwko Wielkiej Brytanii, aby przez zdominowanie przestrzeni powietrznej oraz przecięcie brytyjskich szlaków komunikacyjnych przygotować grunt pod operację desantową na Wyspy Brytyjskie. Punkt kulminacyjny bitwy Bitwa toczyła się w kilku fazach, różniących się rodzajem i natężeniem działań. Kulminacyjnym momentem był dzień 15 września 1940, kiedy doszło do masowego nalotu 500 samolotów Luftwaffe. Dzień ten przypomina pułkownik Marian Duryasz, pilot i późniejszy dowódca słynnego polskiego dywizjonu 302: „Tuż przed nami pojawiła się duża grupa samolotów, dowódca nie miał czasu na manewr. Skierował samoloty łeb w łeb. Wszystkie te nosy były czerwone to znaczy, że był otwarty ogień. Szyk został rozbity”. Początkowo Niemcy mieli znaczącą przewagę. Luftwaffe dysponowała 990 myśliwcami i 1640 bombowcami. Królewskie Siły Lotnicze RAF mogły tej potędze przeciwstawić 960 samolotów myśliwskich oraz 400 bombowców. Obronę wyspy wspierało ponadto 80 stacji radiolokacyjnych i 1500 balonów zaporowych. Polscy piloci w ogniu powietrznych walk W bitwie o Anglię najpierw w składzie, a potem u boku RAF, walczyły 4 polskie dywizjony – 2 bombowe: 300 i 301, 2 myśliwskie: 302 i 303 oraz 81 polskich pilotów w dywizjonach brytyjskich. W sumie 144 polskich pilotów. Znany aktor Mieczysław Pawlikowski, odtwórca roli Zagłoby, był lotnikiem w dywizjonach 300 i 301. W jednej z audycji Polskiego Radia przyznał, że najbardziej dramatyczny był…- cały artykuł i towarzyszące mu nagrania na źródłowej stronie Polskiego Radia 24 – po kliknięciu na link ○ grafika tytułowa: Spitfire atakuje bombowce He 111, / źródło: Wikipedia♂ ◙ Podobne informacje: Kalendarium: 23 sierpnia 1939 r. na Kremlu podpisano Pakt Ribbentrop-Mołotow – zatwierdzono IV rozbiór Polski Kalendarium: 17 września – rocznica ataku ZSRR na Polskę w 1939 roku Kalendarium: 4 lipca 1943 r. w katastrofie na Gibraltarze zginął premier polskiego rządu na emigracji i Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych gen. Władysław Sikorski Kalendarium: 1 grudnia 1943 zakończyła się konferencja w Teheranie, spotkanie Stalina, Churchilla i Roosevelta. Faktyczny koniec II Rzeczypospolitej Kalendarium: 8 czerwca 1946 – londyńska parada zwycięzców II wojny światowej – Gorzkie ukoronowanie polityki aliantów wobec Polski Brytyjscy posłowie wreszcie uhonorowali wkład Polaków w II wojnę światową
Bitwa o Anglię. Lato 1940 r. było w Europie pogodne i ciepłe. W walkach nastąpiła chwilowa przerwa, narody przygotowywały się do kolejnych ataków według priorytetów, starając się przewidzieć, jaki kolejny krok wykona strona przeciwna. We Francji 1 lipca rząd przeniósł się do Vichy, które stało się synonimem kolaboracji z Hitlerem. 10 lipca Francuskie Zgromadzenie Narodowe przygniatającą większością 569 głosów, przy 80 przeciwnych i 17 wstrzymujących się, przyznało Petainowi pełnię władzy. Następnego dnia prezydent Lebrun złożył rezygnację, a Petain ogłosił się głową państwa. Konstytucja z 1875 r. została unieważniona, a obie izby parlamentu rozwiązane. 3 lipca miał miejsce incydent w Mers-el-Kebir. Mając uzasadnione wątpliwości, czy zapewnienia Hitlera i Mussoliniego dotyczące neutralności floty francuskiej będą respektowane, Churchill wydał rozkaz Zgrupowaniu H Royal Navy, którym dowodził wiceadmirał James Somerville, by zneutralizowało, a w razie potrzeby zatopiło eskadrę floty francuskiej dowodzona przez wiceadmirała Gensoula, który swoje okręty wprowadził do Mers-el-Kebir w Algierii. Po dłuższych negocjacjach francuski wiceadmirał odmówił przyłączenia się do Anglików i o godzinie 16:56 brytyjskie okręty otworzyły ogień. Francuski pancernik Bretagne został zatopiony, przy czym zginęło 977 marynarzy. Pancernik Dunkerque został poważnie uszkodzony, a 210 marynarzy zginęło. Provence wpadła na mieliznę, a duży niszczyciel Mogador został poważnie uszkodzony. Jedynie pancernik Strasbourg przedarł się do Tulonu. Podobna tragedia mogła powtórzyć się w Aleksandrii, nie doszło jednak do niej dzięki zdrowemu rozsądkowi obu admirałów, Brytyjczyka Cunnighama i Francuza Godfroy’a. Wbrew rozkazowi Churchilla, aby problem rozwiązać do wieczora 3 lipca, Cunnigham nie otworzył o9gnia, natomiast prowadził negocjacje. Godfroy na wieść o wydarzeniach z Mers-el-Kebir, zrobił to samo. 4 lipca osiągnęli porozumienie. Jedenaście okrętów Godfroy’a zostało unieruchomionych w porcie w Aleksandrii. Oddały zapas paliwa, zablokowano im działa, a detonatory torped przekazano do francuskiego konsulatu w Aleksandrii. Francuskie okręty, które schroniły się w angielskich portach, 3 lipca zostały zajęte, przy czym na pokładzie krążownika podwodnego Surcouf i niszczyciela Mistral doszło do walki. W odpowiedzi na te wydarzenia rząd w Vichy 5 lipca zerwał stosunki dyplomatyczne z Anglią. Tego samego dnia w odwecie okręty Vichy zajęły trzy brytyjskie statki handlowe. Rozpoczęła się wojna prowadzona przez U-booty na Atlantyku. 30 czerwca U-43 zatopił brytyjski frachtowiec Avelona Star. 2 lipca, w rejonie Islandii, zatopiony został liniowiec pasażerski Arandora Star, na pokładzie którego przewożono do Kanady 1500 włoskich i niemieckich internowanych i jeńców wojennych. W trzy dni później U-34 zatopił niszczyciel Whirlwind. Baza U-bootów w Lorient, która wkrótce miała stać się sławna, przyjęła pierwszy okręt U-30. W dniach między 6 lipca a 2 sierpnia, Royal Navy otrzymała serię dotkliwych ciosów. W rejonie Norwegii zatopiono pięć brytyjskich dużych okrętów podwodnych: Shark, Salmon, Thames, Narwhal i Spearfish. W sierpniu operacje floty brytyjskiej w tym rejonie zostały czasowo wstrzymane. Niemcy okupowali pierwszy, a jak się potem okazało, jedyny kawałek brytyjskiego terytorium. By wymusić posłuszeństwo 28 czerwca Niemcy zbombardowali Jersey i Guernsey. Zabito 33, a raniono 40 osób. W niedzielę, 30 czerwca, niemieckie oddziały wylądowały i okupowały Jersey, Guernsey i pozostałe, na ogół nie zamieszkałe, wyspy na Kanale. W dniu 27 czerwca Anglia ogłosiła blokadę europejskiej linii wybrzeża od Zatoki Biskajskiej po Przylądek Północny w Norwegii. Alianci odnotowali pewne sukcesy i kilka porażek. W dniach od 27 do 29 lipca latające łodzie RAF, Sunderlandy, współpracując z niszczycielami zatopiły na Morzu Śródziemnym cztery włoskie okręty podwodne, a trzy uszkodziły. 1 lipca Guy Gibson, słynny potem dowódca 617 dywizjonu bombowego RAF, zrzucił tonową bombę, która spadła koło ,,Scharnhorsta’’ a towarzyszący pancernikowi ciężki krążownik "Prinz Eugen" poczęstował dwoma bombami. 9 lipca 12 Blenheimów zaatakowało lotnisko Stavanger w Norwegii. Siedem samolotów zostało zestrzelonych, pięć uszkodzonych. Początek Bitwy o Anglię. Względna cisza, jaka ogarnęła Europę po upadku Francji, nie trwała długo. Hitler planował już operację ,,Lew Morski’’, inwazję na Wielką Brytanię. Rozważano wszystkie warianty strategiczne niezbędne do przeprowadzenia operacji. Uparcie nasuwa się banalne porównanie Hitlera z Napoleonem. Faktem jest, ze planując atak na Anglię, obaj dostrzegali te same trudności. Każdy z nich usiłował je rozwiązać, lecz bez powodzenia. By osiągnąć cel, należałoby przejąć panowanie nad Kanałem i Morzem Północnym. W 1940 roku dochodziło jeszcze panowanie w powietrzu. Na morzu Hitler nie miał przewagi w przeciwieństwie do Napoleona w 1805 roku. Straty poniesione podczas operacji norweskiej spowodowały, że Niemcy dysponowali tylko jednym pancernikiem kieszonkowym, czterema krążownikami i dwunastoma niszczycielami. Flota brytyjska miała olbrzymią przewagę, chociaż towarzyszyły jej smutne doświadczenia po spotkaniach z U-bootami i z Luftwaffe. Hitler wiedział, że Admiralicja brytyjska nie zaryzykuje użycia wielkich jednostek w ciasnych wodach Kanału. Doszedł więc do wniosku, że walka zostanie rozstrzygnięta w powietrzu. A Luftwaffe była najlepszym lotnictwem na świecie. Goering, który miał wówczas ogromny wpływ na Hitlera zapewniał, że Luftwaffe nie może być pokonana. Wszystko wskazywało na to, że obietnica zostanie spełniona. Hitler zgodził się więc, by Luftwaffe zniszczyła RAF i zabezpieczyła inwazję przez Kanał. Przewidywany termin operacji wyznaczono na 25 sierpnia. Sprawa daty rozpoczęcia Bitwy o Anglię jest przedmiotem dyskusji. Niemcy uważają, że jest nią 13 sierpnia tzw. "Adlertag" (Dzień Orła). Stan sprzętu i morale załóg obu stron można było prześledzić podczas operacji podjętej przez Niemców przeciwko Anglikom 10 lipca. W tę środę Luftwaffe rozpoczęła zażarty atak. Sześćdziesiąt Junkersów Ju 88, dwusilnikowych bombowców nurkowych zaatakowało porty w Falmouth i Swansea, zakłady przemysłowe w Walii Południowej, gdzie zginęło 30 osób oraz lotnisko Martlesham koło Ipswich. Tego samego dnia dwadzieścia pięć dwusilnikowych bombowców Dornierów Do 17 zaatakowało konwój w pobliżu Dover. Jeden statek został zatopiony. W dwa dni później, w wyniku nocnego nalotu na Aberdenn, straciło życie 60 osób. W tym samym czasie polscy i francuscy piloci, którym udało się zbiec ze swoich krajów przed niemiecką inwazją, zaczęli formować dywizjony. Pierwszy polski dywizjon 302 utworzony 13 lipca, został wyposażony w Hurricane’y i natychmiast rzucony do walki. Polacy, którzy doświadczyli już nazistowskiej brutalności, byli nieustraszeni, oddani i niemal fanatycznie zażarci w atakach na Luftwaffe. Wielu z nich, w wyniku niemieckiej inwazji, utraciło rodziny, domy oraz wszystkie dobra i kierowało nimi tylko jedno pragnienie – zabijać Niemców. To powodowało, że polskie dywizjony były niezwykle bohaterskie, odważne do granic zuchwalstwa, choć niezwykle trudne do kierowania. 18 lipca bombowce RAF, w odwecie za zbombardowanie celów w Anglii, dokonały nalotu na zakłady Kruppa w Essen i na cele w Bremie. Następnego dnia Dorniery Do 17 zaatakowały zakłady Rolls Royce’a w Glasgow. Naloty na cele na morzu i lądzie powtarzały się każdego dnia, a nacisk na załogi lotnicze wzrastał. Z końcem lipca Goering utworzył pierwszy nocny dywizjon myśliwski Luftwaffe wyposażony w Messerschmitty Bfl10 i wkrótce ogłoszono pierwsze zestrzelenie bombowca RAF nad północno-zachodnimi Niemcami. W dwa dni potem, 22 lipca, nocny dywizjon RAF zestrzelił Dornier Do 17 koło Brighton. Zwycięstwo odniosła maszyna typu Blenheim, kierująca się wskazaniami radaru. 28 lipca walki się nasiliły. Południowo-afrykański pilot Malan, stacjonujący w Biggin Hill, zestrzelił jednego z najlepszych niemieckich pilotów Mldersa, który lądował przymusowo we Francji. Do końca lipca Niemcy stracili 139 maszyn. Straty RAF wynosiły jedynie 52 maszyny. 1 sierpnia Hitler przesunął datę inwazji na Anglię na 15 września. W ciągu dwóch pierwszych tygodni sierpnia Niemcy kontynuowali naloty na konwoje morskie, cele głównie militarne i od czasu do czasu dochodziło do potyczek powietrznych. Aż wreszcie, 13 sierpnia, Goering rozpoczął operację, której celem było zniszczenie sił myśliwskich RAF i oczyszczenia przed inwazją nieba nad Kanałem. Bitwa o Anglię rozpoczęła się na dobre. W rzeczywistości, zapowiadana przez Goeringa ofensywa, która miała zniszczyć siły RAF, rozpoczęła się nie tyle rykiem lwa, co skomleniem. Poranne naloty odwołano i w tamten wtorek przed południem na angielskim niebie pojawiło się jedynie siedemdziesiąt Dornierów bez eskorty, które zrzuciły bomby na bazę lotniczą pod Eastchurch nad brzegiem Tamizy. Dywizjon Junkersów Ju 88, który miał dokonać nalotu na Farnborough nie odnalazł wyznaczonego celu. Jednak po południu Luftwaffe zebrała siły i nalot Junkersów Ju 88 doprowadził do wielu pożarów w dokach Southampton. Spitfire’y zestrzeliły jednak nad Hampshire dziewięć Stukasów, dzięki czemu dzień zakończył się sukcesem Anglików. W sumie, pierwszego dnia ofensywy Niemcy stracili czterdzieści dwa samoloty, a RAF trzynaście myśliwców. Następnego dnia wyniki dla RAF były jeszcze pomyślniejsze, gdyż zestrzelono dziewiętnaście maszyn niemieckich, a stracono jedynie cztery. 15 sierpnia Luftwaffe dokonała pierwszego, prawdziwego pokazu sił nad Anglią. Luftwaffe 2, 3 i 5 rozpoczęły bombardowania lotnisk na południu i w północno-wschodnim rejonie Anglii. Atakująca na północy Luftwaffe 5 leciała ze Skandynawii, ale została przez RAF skutecznie odparta. Na południu jednak naloty wyrządziły poważne szkody. Jedna z elitarnych jednostek Goeringa, 210 dywizjon doświadczalny, zbombardował lotnisko w Croydon, zabijając 62 osoby. Jednak w trakcie nalotu Niemcy stracili sześć Messerschmitów 110, w tym maszynę dowódcy dywizjonu 210. Całkowite straty Luftwaffe w dniu 15 sierpnia wynosiły nie sto czterdzieści cztery samoloty, jak radośnie donosił Daily Mirror, ale siedemdziesiąt sześć maszyn. RAF miał też zły dzień i stracił pięćdziesiąt myśliwców. Następnego dnia bomby spadły na Tangmere w West Sussex, w najbardziej na południe wysuniętej części Anglii i na siedem innych baz RAF. Z przechwyconych potem i analizowanych przez specjalistów RAF archiwów dowództwa Luftwaffe wynikało, że Niemcy oceniali stan posiadania strony brytyjskiej na trzysta myśliwców. Brało się to zapewne stąd, że każdy strącony angielski myśliwiec był liczony kilka razy przez poszczególne załogi Luftwaffe. W rzeczywistości RAF w tym momencie dysponował siedmiuset myśliwcami w linii i większość z nich znajdowała się w powietrzu w dniu 18 sierpnia, kiedy to Luftwaffe ponownie przypuściła szturm na bazy lotnicze w południowo-wschodniej Anglii. Niemcy i tym razem ponieśli poważne straty. Zestrzelono dziewiętnaście Stukasów, osiem spośród pięćdziesięciu eskortujących je Me 109 i kilka innych maszyn. Wieczorem do baz nie powróciły sześćdziesiąt dwie maszyny niemieckie i trzydzieści cztery angielskie. Po słonecznych, bezchmurnych tygodniach przyszło kilka dni deszczowych. Od 19 do 23 sierpnia padało, a niebo pokryły niskie chmury. Wprawdzie naloty całkowicie nie ustały, jednak piloci RAF mieli kilka dni tak upragnionego wytchnienia. Mechanicy gorączkowo naprawiali uszkodzone maszyny i sprzęt, uzupełniano nawierzchnię trawiastych lotnisk, zasypywano kratery po bombach. Goering złościł się, że czas upływa bezczynnie. W niedzielę , 24 sierpnia, przejaśniło się i wyjrzało słońce, a Luftwaffe podjęła masowe naloty na lotniska południowo-wschodniej Anglii, w rejonie przewidzianym na lądowanie sił desantowych marszałka von Rundstedta. Bazę RAF Manston w Kent ewakuowano. Baza Hornchurch, po drugiej stronie Tamizy, została poważnie zniszczona. Spadły bomby na dzielnice mieszkaniowe Portsmouth i Ramsgate. Najtragiczniejszym jednak było to, że na Londyn zostały zrzucone bomby zapalające. Stało się to przypadkowo. Dywizjon, który miał zaatakować fabrykę samolotów w Short zgubił cel zmylony przez brytyjskie stacje zagłuszające. Być może konsekwencją tego błędu była porażka Niemców w Bitwie o Anglię, a w końcu przegrana wojna. Nalot wzbudził bowiem gniew opinii publicznej i rządu oraz pociągnął za sobą wydarzenia o ogromnym znaczeniu. W odwecie za bombardowanie celów cywilnych w dzielnicach Londynu, Churchill rozkazał RAF zaatakować Berlin, choć w owych czasach, była to operacja trudna i ryzykowna dla będących w służbie bombowców RAF. Spośród 81 dwusilnikowych bombowców, które wystartowały w nocy 25 sierpnia, jedynie 29 osiągnęło cel. Pozostałe nie dotarły do niego. Zniszczenia, będące wynikiem bombardowania, były niewielkie, natomiast zginęło ośmiu lotników, a dwudziestu dziewięciu zostało rannych. Hitler, któremu Goering obiecywał, że bomby wrogów nigdy nie spadną na Berlin, wpadł we wściekłość i podjął jedną z wielu błędnych i nie przemyślanych decyzji, które były sprzeczne z interesem militarnym Niemiec. Zapominając, że głównym celem Luftwaffe było zniszczenie sił myśliwskich RAF, rozkazał bombardowanie Londynu tak, jak Warszawy czy Rotterdamu. Przygotowania do tej operacji i same naloty, które rozpoczęły się 7 września i trwały przez 57 dni i nocy bez przerwy, osłabiły siły Luftwaffe i zmniejszyły nacisk wywierany na brytyjskie lotnictwo myśliwskie. Jednak, po niezbyt udanym początku, w dniach od 13 do 17 sierpnia, kiedy to Niemcy stracili 255 samolotów, począwszy od 24 sierpnia Luftwaffe miała wszelkie szanse na wygranie bitwy. Wprawdzie strona niemiecka każdego dnia traciła więcej samolotów, ale też startowała z lepszej pozycji (1137 myśliwców przeciwko 620 Huricane’om i Spitfire’om), a wiele spośród zniszczonych maszyn było bombowcami. Tak więc, siły myśliwskie Niemców, w porównaniu z brytyjskimi, rosły, tym bardziej, że około tysiąca pilotów myśliwskich, jakimi dysponowała Anglia w trzecim tygodniu sierpnia, wykazywało objawy narastającego zmęczenia. Gdyby Goering zdołał utrzymać nacisk na bazy lotnicze południowo-wschodniej Anglii, RAF mógłby zostać rozbity. Marszałek Hugh Dowding, dowódca lotnictwa myśliwskiego, mniej więcej to powiedział Churchillowi, co zapewne zadecydowało o tym, że po bitwie został zwolniony ze stanowiska. Można stawiać różne hipotezy, co by było, gdyby Hitler trzymał się wcześniej ustalonej strategii. Faktem jest, że tego nie zrobił, lecz odciągnął siły Luftwaffe od najważniejszego zadania, jakim było osiągnięcie pełnego panowania w przestrzeni powietrznej nad Kanałem. Pod koniec sierpnia Luftwaffe każdego dnia odbywała naloty na bazy lotnicze na południu Anglii, wokół Londynu i Essex. W nocy, z 26 na 27 sierpnia, bomby spadły na Birmingham, Coventry i Plymouth. 28 sierpnia bombardowano Liverpool, a w nocy z 31 sierpnia na 1 września – Liverpool i Merseyside. Nie próżnowało lotnictwo bombowe Raf. 28, 30 i 31 sierpnia bomby spadły ponownie na Berlin. Wrzesień rozpoczął się wielkim nalotem na bazę myśliwców Biggin Hill w Kent, która została poważnie uszkodzona. 2 września miał miejsce ponowny nalot na Biggin Hill i kilka innych baz. 3 września, w rocznicę przystąpienia Anglii do wojny, RAF świętował kolejnym nalotem na Berlin. Tegoż też dnia Hitler przesunął datę inwazji z 15 na 21 września. 4 i 5 września Niemcy zbombardowali zakłady lotnicze Vickersa w Brooklands, powodując wstrzymanie produkcji bombowca Wellington. 6 września Niemcy bombardowali zakłady lotnicze Hawkera w Weybridge. 7 września rozpoczęły się bombardowania Londynu, a w związku z tym nie było już tak intensywnych nalotów na lotniska i pozycje wojskowe. Zanim Niemcy przyznali, że przegrali Bitwę o Anglię miał miejsce jeszcze jeden ciężki nalot. 14 września Luftwaffe zbombardowała cele w południowej Anglii, napotykając na stosunkowo niewielki opór. Zachęcony tym Goering w niedzielę, 15 września, postanowił powtórzyć operację. Do dziś 15 września obchodzony jest jako Dzień Bitwy o Anglię. Wykonano dwa wielkie dzienne naloty na Londyn, ale Niemcy napotkali silny opór ze strony RAF, który ogłosił, że zestrzelono 185 samolotów wroga. W rzeczywistości strącono 53 maszyny, a 16 dalszych uszkodzono. RAF stracił 13 pilotów i 26 maszyn. Bomby spadły na miasto i 13 września uszkodzony został między innymi Buckingham Palace. Następny dzień był zdumiewająco spokojny. Jednak 17 września zagrożenie powróciło. Liczna formacja Me 109 przeleciała na niskim pułapie nad Kent, a potem do wieczora było spokojnie. 18 września też nie odnotowano większych nalotów. Powoli zaczęto sobie uświadamiać, że Nieliczni jak mówił Churchill, odnieśli wielkie zwycięstwo nad potężnym przeciwnikiem. Tego też dnia Hitler odłożył operację Lew Morski na czas nieokreślony. Inwazja na Anglię była jedyną tego rodzaju operacją, jaką Hitler planował i której nie wykonał. To niepowodzenie i niemożność zapanowania nad całą Europą Zachodnią spowodowało, że zwracając się na Wschód, Hitler zaangażował Niemcy w wojnę na wielu frontach. Bezwiednie uświadomił światu, a głównie Stanom Zjednoczonym, że można go pokonać. Bitwa o Anglię była pierwszą wielką porażką Hitlera, tak jak Bitwa pod Midway, pierwszą porażką Japończyków na Pacyfiku. Gdy kończyło się lato 1940 r., świat z trwogą oczekiwał dalszych wydarzeń. Blitz 30 sierpnia Niemieckie Biuro Informacyjne przekazało następującą wiadomość do Londynu: Ataki naszej Luftwaffe, to jedynie wstęp. Decydujące uderzenie nastąpi. Niemiecka propaganda przynajmniej tym razem mówiła prawdę. 7 września o 16:56 londyńskie syreny obwieściły nalot, w którym uczestniczyło 357 niemieckich bombowców w eskorcie myśliwców. Leciały wzdłuż Tamizy od strony morza i wznieciły szereg pożarów w rejonie doków, gdy zapadł zmrok, ogień oświetlał brygady straży pożarnej, które przez nadchodzące dwa miesiące miały pełne ręce roboty. Tak wyglądał początek niemieckiego Blitzu na Londyn. Był to też jedyny wielki nalot terrorystyczny dokonany w dzień. Następny atak rozpoczął się o godz. 20:10 i trwał do 4:30 nad ranem. Z nieba sypał się grad bomb zapalających i burzących. Nad ranem w Londynie było dziewięć stref rozległych pożarów. Tysiące domów zostało zniszczonych, 430 osób, także kobiet i dzieci, poniosło śmierć, 1600 było ciężko rannych. Kolejnej nocy ponownie nadleciały niemieckie bombowce, burząc City, finansowe centrum świata, i rejon doków. Przez dziewięć i pół godziny dwieście bombowców zrzucało grad bomb, które w południowych rejonach Londynu wznieciły wiele pożarów, zniszczyły sieć komunikacyjną, zburzyły setki domów. Zginęło 412 osób cywilnych, a 747 odniosło ciężkie rany. W nocy z poniedziałku na wtorek, zabito następnych 370 cywilów i raniono 1400. Kolejna noc pochłonęła nie mniej ofiar. Od środy Londyn zaczął się bronić. W centrum miasta ustawiano baterie dział przeciwlotniczych, które otwarły gęsty ogień. Nie zestrzelono żadnego samolotu, lecz straty i liczba ofiar się zmniejszyły. Do końca września naloty odbywały się każdej nocy. Rosła liczba ofiar i mnożyły się straty. W sumie we wrześniu zginęło 5 730 osób, 10 000 zostało rannych. Zniszczono drogi, system łączności, gazociągi, linie elektryczne, a także wiele londyńskich szpitali. W październiku liczba ataków jakby zmalała. 6 października na Londyn spadła tylko jedna bomba, ale naloty odbywały się każdej nocy. Szczególnie ciężką była noc 15 października. Tym razem pojawiło się ponad 400 bombowców i zrzuciło około tysiąca bomb, w wyniku czego 430 osób zostało zabitych, a 900 ciężko rannych. Naloty trwały do 2 listopada, który był pięćdziesiątym siódmym dniem Blitzu. Umęczeni Londyńczycy gasili pożary, liczyli zabitych, przeszukiwali ruiny i z niepokojem czekali na kolejną noc i fale nalotów. Tym razem jednak panowała cisza. Zła passa została przerwana. Wszelako w listopadzie miały miejsce jedynie trzy noce bez nalotów. Najcięższy z nich nastąpił w okresie pełni, 15 listopada. Poprzedniej nocy, równie silny nalot uderzył na Coventry, w serce przemysłowe Anglii. Teraz wiemy, że Churchill był informowany o rajdzie, dzięki tajnemu ośrodkowi nasłuchowemu wywiadu w Blechley Park, który odcyfrowywał rozkazy dla Luftwaffe szyfrowane przez maszynę o nazwie Enigma, jednak nie mógł zwiększyć obrony Coventry, by nie wzbudzić podejrzenia Niemców, iż Alianci rozszyfrowują ich sygnały radiowe. Fakt rozszyfrowania, określany mianem operacja Ultra utrzymywany był w tajemnicy nie tylko do końca wojny, ale przez kilka następnych dziesięcioleci. Mało było równie ważnych operacji wywiadowczych, zakończonych tak niebywałym sukcesem umożliwiającym zdobycie wielu bezcennych informacji strategicznych. Oczywiście, nie zmienia to faktu, że w nocy, z 14 na 15 listopada 1940 r., w wyniku nalotu dziesiątki domów i katedra w Coventry zostało zbombardowanych. Do końca listopada 1940 r. w rejonie Londynu zginęło 12 696 osób, a 20 000 zostało rannych. Na stolicę Anglii spadło około 36 000 bomb. Jednak właśnie wtedy dowództwo niemieckie zorientowało się, że strategia niszczenia i zastraszania Anglii nie daje rezultatu. Jeszcze w grudniu miały miejsce masowe naloty głównie z użyciem bomb zapalających na Londyn, które spotęgowały się w styczniu 1941 r. Natężenie Blitzu jednak wyraźnie malało, choć naloty na Anglię kontynuowano do maja 1941 r. Liczbę ofiar śmiertelnych szacuje się na 40 000, a ciężko rannych na 46 000. Zburzonych lub uszkodzonych zostało ponad milion domów. W trakcie Bitwy o Anglię i Blitzu Niemcy stracili 2 400 samolotów, nie osiągając żadnego z założonych celów.
Bitwa o Wielką Brytanię Bitwa o Wielką Brytanię Upadek Francji, na której obszarze walczył brytyjski korpus ekspedycyjny i wiele jednostek lotniczych, wstrząsnął opinią publiczną, ponieważ francuski potencjał militarny był powszechnie uważany za jeden z napotężniejszych na świecie. Sytuacja polityczno – militarna, jaka zaistniała w Europie po klęsce Francji, spowodowała faktyczne osamotnienie Wielkiej Brytanii. Anglia stała się jedynym państwem w Europie walczącym z Niemcami. Oddalona była w prawdzie od wojsk niemieckich wodami kanału La Manche, ale to jej nie gwarantowało bezpieczeństwa. Żaden rozsądny Brytyjczyk nie mógł bowiem w tych letnich miesiącach 1940 roku mieć gwarancji, że hitlerowcy nie zaryzykują rozpoczęcia inwazji. Toteż naród angielski przystąpił z determinacją do obrony ojczyzny. Należy podkreślić, że Wielka Brytania znalazła się w niezmiernie trudnej sytuacji militarnej po Dunkierce (operacja Dynamo). Wprawdzie ewakułowano 338 226 żołnierzy (w tym 26 175 Francuzów), ale cały sprzęt bojowy pozostał na francuskim brzegu i znalazł się w rękach niemców. Podczas ofensywy niemieckiej we Francji lotnictwo brytyjskie utraciło 959 samolotów, na ogólną liczbę 2691. Straty wśród brytyjskich pilotów w walkach nad Francją, Belgią, Holandią i kanałem La Manchewyniosły około 300 doświadczonych pilotów, których, niełatwo było zastąpić nowymi kadrami. Uszczerbek w sprzęcie lotniczym był jeszcze większy i stanowił jedną trzecią całości lotnictwa myśliwskiego RAF. Olbrzymie sukcesy odniesione przez Wermacht w pierwszym okresie drugiej wojny światowej wpłynęły na zmianę stanowiska Stanów Zjednoczonych. Rząd USA zaczął sobie zdawać sprawe z niebezpieczeństwa grożącego ze strony Niemiec. Wypadki jakie rozegrały się w Euromie latem 1940 roku spowodowały, że Stany Zjednoczone podjęły się dostaw broni dla Wielkiej Brytanii w zamian za bazy brytyjskie (porozumienie z 2 września 1940 r.) oraz udostępniły jej informacje wojskowo – techniczne. Mimo to Anglia po upadku Francji znalazła się w wyjątkowo trudnej sytuacji. Została wypchnięta z kontynętu i poważnie osłabiona z militarnego punktu widzenia. Pozostała w zasadzie bez sojuszników – sam na sam z Niemcami, znajdującymi się u szczytu powodzenia. Sytuację Anglii uważano za beznadziejną. Bezpośrednia groźba jaka zawisła nad Wyspami Brytyjskimi wpłynęła niewątpliwie na umocnienie decyzji Churchilla kontynułowania wojny i przyczyniła się do zespolenia sił narodu angielskiego oraz szybszej mobilizacji posiadanych zasobów. Hitler dał swoim armiom czas na przygotowania inwazyjne do 15 września 1940 roku. W tym okresie Luftwaffe miała stworzyć dogodne warunki realizacji niemieckich planów. Rozpoczęła się największa w historii bitwa powietrzna. Zgodnie z podziałem przyjętym przez brytyjskie Ministerstwo Lotnictwa bitwa o Anglię dzieli się na cztery fazy: 1) – r. – atakowanie lotnisk, portów i stacji radiolokacyjnych, walki o zdobycie panowania w powietrzu; 2) – r. – atakowanie lotnisk i zakładów przemysłu wojennego, atakowanie lotnictwa brytyjskiego w głębi wyspy; 3) – r. – bombardowanie dużych miast, a przede wszystkim Londynu i okolic; 4) – r. – przejście lotnictwa bombowego do działań nocnych, uderzenia bombowe na londyn i inne miasta. Natomiast w dzień działają nad anglią samoloty myśliwskie niejednokrotnie uzbrojone w bomby. Właściwa bitwa o Wielką Brytanię rozpoczęła się 8 sierpnia 1940 roku atakiem niemieckiego lotnictwa na brytyjski konwój morski oznaczony kryptonimem CW – 9. W rezultacie ataku 4 statki angielskie zostały zatopione, a 6 poważnie uszkodzonych (na ogólną liczbę 25). RAF stracił 19 samolotów unieszkodliwiając 31 maszyn wroga, przeważnie Ju – 87. W ciągu następnych 10 dni Niemcy dokonali następnych 25 nalotów na konwoje, porty i lotniska nadbrzeżne. W niektórych operacjach powietrznych uczestniczyło do 500 samolotów. Wszystki te uderzenia nie dały jednak pożądanych wyników. Wbrew przekonaniom i zapewnieniom Gringa straty floty brytyjskiej były niewielkie, a szkody w bazach morskich i stacjach radiolokacyjnych dość szybko naprawiano. Luftwaffe w tym okresie zdołała wyeliminować tylko jedną stację radiolokacyjną. Na dodatek, mimo dużych zniszczeń Brytyjczykom udało się utrzymać więkrzość lotnisk w stanie nadającym się do eksploatacji. Dążenie do wództwa niemieckiego do zniszczenia możliwie jak największej ilości angielskich samolotów wraz (z załogami) w powietrzu także nie zostało zrealizowane. W początkowej fazie bitwy lotnictwo niemieckie straciło aż 450 samolotów, podczas gdy Brytyjczycy 153 myśliwce, przy czym znaczna część pilotów (60) zdołała się uratować. Takie straty musiały spowodować zmianę niemieckich planów. Od 19 sierpnia do 5 września lotnictwo hitlerowskie dokonywała uderzeń na lotniska angielskie i częściowo na niektóre obiekty przemysłu wojennego. Głównym celem Luftwaffe stało się zniszczenie lotnictwa nieprzyjaciela. W tym okresie bitwy bardzo ucierpiały zakłady w Southampton, w których produkowane były samoloty Spitfire i zakłady w Brookland. 25 sierpnia zdarzył się wypadek szczególny który miał potem niebywałe skutki, jeden z bombowców mający zbombardować zbiorniki paliwa nad Tamizą, utracił oriętację, po drodze zrzucił swoje bomby na londyńskie City. W. Churchill polecił przeprowadzić natychmiast uderzenie odwetowe: 81bombowców RAF – u wystartowało jeszcze tej samej nocy nad Berlin. Należyta organizacja obrony przeciwlotniczej i wysoka jakość brytyjskich samolotów przyczyniła się w końcu do zadania Luftwaffe tak olbrzymich strat, że Niemcy zrezygnowali ze zniszczenia lotnictwa brytyjskiego. Nastąpiła kolejna korekta planu: hitlerowcy przystąpili do bombardowania ośrodków przemysłowych, politycznych, administracyjnych i portów morskich. Od 6 września do 5 października 1940 roku główne uderzenie lotnictwa niemieckiego kierowano na Londyn i jego okolicę. Celem tych nalotów obok wywołania paniki wśród ludności, było było osłabienie obrony powietrznej najważniejszych obiektów na wyspy. Zakładano, że zmusi się tym brytyjskie dywizjony do przebywania w powietrzu, gdzie zada się im niepowetowane straty. 7 września ponad 300 bombowców pod osłoną 600 myśliwców w dzień bombardowało gęsto zaludnione dzielnice Londynu. Te same obiekty były ponownie atakowane w nocy przez 250 bombowców. Lotnictwo niemieckie, dążąc do rozstrzygnięcia, rzuciło na szalę swoje wszystkie, poważnie już uszczuplone rezerwy. Od 7 września do 5 października dokonało ono 30 nalotów, tracąc jednak w tym czasie 863 samoloty. Momentem przełomowym w bitwie o Wielką Brytanię był dzień 15 września. W dniu tym Luftwaffe dokonała zmasowanego nalotu na Londyn. Ogółem w ciągu doby lotnictwo niemieckie wykonało ok. 1000 lotów bojowych. Mimo to brytyjskie lotnictwo myśliwskie i artyleria przeciwlotnicza zestrzeliły w sumie ok. 80 samolotów niemieckich i drugie tyle uszkodziło, tracąc przy tym 26 samolotów. Od tej pory niemieckie naloty stały się coraz mniej intensywne. I chociarz dzienne naloty trwały jeszcze do 31 października, to jednak zmniejszył się ich rozmach. Były one dokonywane przeważnie bez udziału bombowcówm, które zastąpiono myśliwcami zabierającymi na pokład bomby. Od 6 października Londyn i inne miasta angielskie bombardowano przeważnie w nocy. W listopadzie Niemcy przeprowadzili naloty na ważniejsze obiekty przemysłowe Anglii taki jak: Coventry, Birmingham, Sheffield, Manchester, Bristol, Glasgow, Hume i Belfast. Szczególnie silnie bombardowano Coventry i Londyn. Dzień 31 października przyjmuje się za datę zakończenia bitwy o Anglię. Wielka Brytani utrzymała się jako ważny czynnik strategiczny na zachodzie Europy. I choć bombardowania nocne trwały ze znacznym natężeniem do połowy 1941 roku, powodując ogromne straty wśród ludności cywilnej i urządzeń przemysłowych, to jednak nie miało to większego znaczenia dla losów wojny niemiecko – brytyjskiej. Wyniki i znaczenie bitwy Bitwa o Wielką Brytanię zakończyła się klęską hitlerowskiej Luftwaffe. W czasie jej trwania zniszczono 1733 samoloty niemieckie, przy czym brytyjskie lotnictwo myśliwskie zestrzeliło 1437, artyleria przeciwlotnicza – 273, a przeciwlotnicze karabiny maszynowe – 23 samoloty nieprzyjaciela. Natomiast natomiast straty RAF wyniosły: 915 samolotów zniszczonych i 643 uszkodzonych; 515 pilotów poległo. W wyniku bombardowań lotnictwa niemieckiego do końca 1941 roku poległo 44 tys. Ludzi a 50 tys. Ludzi odniosło ciężkie rany. Wprawdzie Niemcy zdołali zburzyć ponad milion domów, ale lotnictwu Gringa nie udało się zadać poważniejszych strat przemysłowi Wielkiej Brytanii. Niszczenie miast i ośrodków przemysłowych oraz masowe zabijanie ludności cywilnej sprawiły, że opór narodu angielskiego jeszcze bardziej się umocnił. Bitwa spowodował też duże wyniszczenie kadry doświadczonych pilotów Luftwaffe, straty której nie udało się później zrekompensować. Później pomimo wzrastającej liczby produkowanych samolotów, ciągle odczówano brak dobrze przygotowanego do działań personelu latającego. Bitwa o Anglię dowodzi, iż skutki bombardowania lotniczego, jeśli nie są natychmiast wykorzystywane przez inne rodzaje sił zbrojnych, szczególnie przez wojska lądowe, nie mają tak dużego znaczenia, jak się przed wojną wielu teoretykom wydawało. W historii zmagań narodów Europy z hitlerowskimi Niemcami w czasie II wojny światowej bitwa o Wielką Brytanię zajmuje bardzo istotne miejsce. Porażka nad Anglią niemieckiego lotnictwa, duże straty; wszystko to miało nie tylko materialny, ale – a może i przede wszystkim – psychologiczny. Znalazła się nareszcie siła, która oparła się niezwyciężonym siłom zbrojnym III Rzeszy. Niemcy ponieśli pierwszą o znaczeniu strategicznym porażkę w drugiej wojnie światowej. Wydaje się jednak, że to nowocześnie zorganizowany system obrony powietrznej w Anglii, właściwie wykorzystane najnowsze osiągnięcia techniki wojskowej (radiolokacja), świetne wyszkolenie i talent lotników Wspólnoty Brytyjskiej, Polaków i Czechów były zasadniczym czynnikiem załamania niemieckiej inwazji powietrznej. J. Fuller (angielski generał) uważał, że bitwa o Wielką Brytanię była swoistym środkiem ciężkości II wojny światowej, niezrealizowanie przez Niemców inwazji na Wyspy Brytyjskie było początkiem zmierzchu Hitlera. Overlord Overlord to kryptonim operacji sił morskich i powietrznych aliantów we Francji, trwającej od 6 czerwca (D-day) do końca sierpnia 1944 roku. Overlord zapoczątkowało lądowanie wojsk inwazyjnych i walki w Normandii. 15 sierpnia sprzymierzeni wylądowali w rejonie Tulonu i Nicei. Operacja ta rozpoczęła bitwę o Normandię i spowodowała powstanie drugiego frontu, aby odciążyć Rosjan na froncie wschodnim i zmusić Niemców do walk na dwa fronty. W pierwszej fazie Overlord wzięło udział 156000 żołnierzy wojsk lądowych. Była to równierz największa akcja desantowa jaka miała miejsce w historii ludzkości, wzięło w nim udział 12000 okrętów (w tym 4126 barek do przewozu ludzi), ponad 10000 samolotów bojowych, 2300 transportowych i 2600 szybowców. Polacy mieli w akcji swój udział, wśród żołnierzy znalazła się 1 Dywizja Pancerna gen. S. Maczka, ponadto lekki krążownik "Dragon", niszczyciel "Błyskawica", torpedowce "Krakowiak" i "Kujawiak" oraz lotnictwo myśliwskie i bombowe. Overlord, połączony z Market-Garden, zapoczątkował końcową fazę klęski wojsk hitlerowskich. Alianci mieli miażdżącą przewagę, a odciążając front wschodni przyczynili się do zagłady Niemiec. Akcja ta miała nie tylko na celu pomoc Sowietom. Churchil przerażony szybkością wojsk rosyjskich, chciał uchronić Europę Zachodnią przed zalaniem jej przez Armię Czerwoną. Z tego powodu zorganizowano Overlord i "zatrzymano" Rosjan na Łabie
Kategoria: Druga wojna światowa Data publikacji: Autor: Przy tekście pracowali także: Anna Winkler (redaktor) Była to jedna z tych batalii, które przesądziły o losach świata. Wydawało się, że Hitler ma zwycięstwo niemal w kieszeni i tylko krok dzieli go od panowania nad Wyspami Brytyjskimi. Na szczęście udało się go odeprzeć. A Polacy walnie się do tego przyczynili. W czerwcu 1940 roku pod okupacją Niemców znalazła się prawie cała Europa Zachodnia. Wielką Brytanię od niemieckich czołgów oddzielał jedynie kanał La Manche. Co gorsza, armia brytyjska pozostawiła prawie cały swój sprzęt ciężki na plażach Dunkierki. W tym czasie wydawało się, że wystarczy przeprowadzić desant morski, aby ostatni wolny kraj aliancki został podbity. Niemcy musieli już tylko zneutralizować brytyjską flotę, a wcześniej – wywalczyć przewagę w powietrzu. Brytyjczycy znaleźli się w naprawdę trudnej sytuacji. Ich lotnictwo poniosło w dotychczasowych walkach duże straty w sprzęcie i – co istotniejsze – w wyszkolonych lotnikach. I choć przemysł mógł wyprodukować odpowiednią liczbę maszyn, w tym najpotrzebniejszych w tej chwili myśliwców, ale brakowało kadry. Polskie oddziały na Wyspach Szkolenie nowych pilotów trwało zbyt długo. Szeregi uzupełniano więc najpierw rezerwami Królewskich Sił Powietrznych (RAF), a potem z innych krajów imperium – z Kanady, Australii, Nowej Zelandii, Południowej Afryki, oraz ochotnikami ze Stanów Zjednoczonych. Na końcu sięgnięto po lotników cudzoziemskich, którzy znaleźli schronienie na Wyspach. Byli to Czesi, Słowacy, Francuzi, Norwegowie, Belgowie, Holendrzy i – najliczniejsi spośród wszystkich obcokrajowców – Polacy. Tego lata na „Wyspie Ostatniej Nadziei” było około 1,2 tysiąca oficerów oraz 5 tysięcy podoficerów i szeregowych z polskich sił powietrznych. Cześć dotarła do Wielkiej Brytanii wiosną, a reszta już po upadku Francji. Początkowo Brytyjczycy planowali, że stworzą jedynie polskie dywizjony bombowe, jednak potrzeby przeważyły. W lipcu 1940 roku rozpoczęto formowanie dwóch dywizjonów myśliwskich: 302 (Poznańskiego) i 303 (Warszawskiego). publiczna Latem 1940 roku koło 1200 oficerów i aż 5000 podoficerów i szeregowych polskich sił powietrznych. czekało, aby wziąć rewanż na Luftwaffe. Oba oddziały otrzymały maszyny myśliwskie Hawker Hurricane Mk. I. Choć samoloty te były trochę gorsze od niemieckiego Messerschmitta Bf-109 E, to w rękach polskich pilotów stały się zabójczą bronią. „Gdyby takie maszyny były w Polsce, jak pięknie i jak inaczej by to wszystko wyglądało” – wzdychał nawet jeden z nadwiślańskich pilotów. Lotnicy myśliwskich jednostek nosili brytyjskie mundury z naszywkami „Poland” i polskim orłem na czapkach. Na kadłubach ich samolotów mogły znaleźć się małe biało-czerwone szachownice. Oddziały miały też podwójne polsko-brytyjskie dowodzenie, choć oczywiście więcej do powiedzenia mieli oficerowie z Wysp. Zobacz również:Jan Zumbach. Najbardziej kontrowersyjny dowódca Dywizjonu 303Japońska enigma (Purple). Zapomniana maszyna szyfrująca, która zmieniła losy II wojny światowejBitwa pod Zawichostem w 1205 r. Triumf, który powstrzymał najazd ruskiego księcia Obrona za wszelką cenę Kiedy polskie dywizjony się formowały, powietrzna bitwa o przyszłość Wolnego Świata trwała już w najlepsze. Stojące po kontynentalnej stronie Kanału La Manche siły inwazyjne gromadziły wszelki sprzęt pływający i czekały na rozkaz. Podbój powietrzny prowadziły trzy niemieckie floty powietrzne, liczące razem ponad 2600 samolotów, głównie bombowców i myśliwców. Brytyjczycy początkowo mieli 750 maszyn myśliwskich. W trakcie zmagań ta liczba wzrosła. Trzeba też przyznać wyspiarzom, że bardzo dobrze przygotowali pole walki. Atakowany obszar został podzielony na 4 sektory, a lotników w powietrzu wspierały siły naziemne – 80 stacji radarowych. Mogły one wykryć samoloty wroga z odległości paruset kilometrów! Do tego dochodziła sieć ponad tysiąca posterunków, w których obserwatorzy naziemni określali kierunki, siłę i wysokość nadlatujących. Oprócz tego obrońcy mieli do dyspozycji balony zaporowe i baterie artylerii przeciwlotniczej. Bardzo przydatny był wreszcie nasłuch radiowy. Zwłaszcza, że dzięki złamaniu kodów Enigmy przez polskich kryptologów i przekazaniu przez nich wyników badań oraz duplikatu maszyny kodującej sojusznikom, Brytyjczycy mogli czytać niemieckie rozkazy. Bitwę o Anglię można podzielić na kilka faz. Pierwsza obejmuje okres od 10 lipca do 7 sierpnia. Niemcy próbowali wówczas przede wszystkim sparaliżować żeglugę na Kanale. Zatapiali pływające tam jednostki brytyjskie i wciągali do walki lotników przebywających w tym obszarze. Nocami atakowali zaś miasta. Gdy rozpoczął się drugi etap natarcia, trwający do 23 sierpnia, natarcia na żeglugę jeszcze nasilono. Zaczęto też celować w lotniska na południu Anglii i stacje radarowe. fot. Bundesarchiv/CC-BY-SA W rzuceniu na kolana Wielkiej Brytanii miało pomóc ponad 2600 maszyn Luftwaffe. Na zdjęciu bombowce Heinkel He 111 nad kanałem La Manche. Najcięższą próbą dla RAF okazała się trzecia część zmagań, która skończyła się 6 września. Niemcy za dnia napadali na lotniska i stacje radarowe, a nocą – na miasta i fabryki lotnicze. Kolejne tygodnie, po wejściu w czwartą fazę, rozciągającą się do 30 września, dały natomiast oddech lotnictwu myśliwskiemu, bo ataki skupiły się na Londynie. Ostatni, piąty etap bitwy, czyli walki w październiku, to ataki na miasta, na szczęście prowadzone już z mniejszą intensywnością. Kolejne miesiące walk powietrznych nazywane są z niemiecka Blitzem. Nocne bombardowania miast oraz dzienne ataki myśliwców bombardujących trwały jeszcze do 10 maja 1941 roku. Jak radzili sobie Polacy? Pierwsze polskie zwycięstwo powietrzne w bitwie o Anglię miało miejsce w piątek, 19 lipca 1940 roku. Porucznik Antoni Ostowicz ze 145. Dywizjonu RAF zestrzelił wtedy bombowiec Heinkel He-111. Sukcesy odnosili też i inni piloci znad Wisły. Wszystkich charakteryzowała wielka wola walki, odwaga i duża determinacja. Polskie dywizjony rozpoczęły swoją wojenną karierę pod koniec sierpnia. Poznański wszedł do walki 20 sierpnia; Warszawski dziesięć dni później. I o ile lotnicy z 302, służący w północnej Anglii, rzadko miewali okazje do spotkań z samolotami niemieckimi, o tyle członkowie 303 mogli naprawdę się wykazać. publiczna Zniszczenia spowodowane niemieckim nalotem na Londyn. Warszawski dywizjon znalazł się w samym środku walk toczonych wokół Londynu i okazał się niezwykle cenny w krytycznych chwilach. Dowodził nim najpierw major Zdzisław Krasnodębski, a potem porucznik Witold Urbanowicz. Jego piloci wyruszali po kilka razy dziennie na spotkanie z wrogiem. W trakcie bitwy Dywizjon 303 bronił serca imperium, atakował niemieckie wyprawy bombowe i rozbijał szyki bombowców Luftwaffe. Raz po raz zmuszał załogi do zrzucenia ładunku jeszcze przed miastem i panicznej ucieczki. Toczył też walki z eskortą myśliwską, a przede wszystkim – likwidował niemieckie maszyny w imponujących ilościach. Jego dokonania szybko przekroczyły osiągnięcia dywizjonów brytyjskich. Zgodnie z zatwierdzonymi w czasie wojny meldunkami samego 5 września lotnicy z 303 strącili osiem samolotów. Dwa dni później zrzucili ich czternaście, a 11 i 15 września – po szesnaście. I na tym pasmo sukcesów się nie skończyło, bo już 26 września raportowano o kolejnych trzynastu zwycięstwach, a 27 – o czternastu… Tak wiele, że to aż podejrzane Łącznie w trakcie bitwy o Anglię Dywizjon 303 zestrzelił 126 samolotów przeciwnika, co było absolutnym rekordem wśród dywizjonów alianckich i niemieckich. Choć wynik ten jest obecnie kwestionowany przez niektórych historyków jako zawyżony, to warto pamiętać, że polskie zestrzelenia były weryfikowane szczególnie dokładnie. Początkowo sukcesy Dywizjonu wzbudziły bowiem podejrzenia Brytyjczyków. Oficerowie wywiadu na lotnisku w Northolt nie wierzyli w meldunki Polaków o ilości strąconych maszyn. Nawet, jeśli brytyjscy oficerowie latający wraz z Polakami zarzekali się, że raporty są prawdziwe! publiczna Piloci Dywizjonu 303 podczas wizyty Mariana C. Coopera (w garniturze). który dowodził 7 eskadrą w wojnie polsko-bolszewickiej. Na prawo od Coopera Witold Urbanowicz. Ostatecznie w jedną z misji wraz z Dywizjonem 303 poleciał brytyjski dowódca bazy. Zobaczył na własne oczy, jak Polacy rozbili wyprawę bombową. „Nagle powietrze zapełniło się płonącymi samolotami, spadochronami i oderwanymi kawałkami skrzydeł. Było to tak nagłe, że aż ogłuszające” – napisał w raporcie, a zastrzeżenia brytyjskie zniknęły. Wkrótce polscy rycerze przestworzy broniący wspólnie z Brytyjczykami Albionu przed Hunami stali się celebrytami. Świadkami ich walk byli przecież zwykli mieszkańcy, którzy obserwowali je z ziemi. Walki powietrzne relacjonowało też na żywo radio BBC. Sukcesy, polska szarmanckość i egzotyczna aura – pochodzili wszak z kraju leżącego gdzieś na krańcu cywilizowanej Europy – sprawiła, że Polacy stali się bożyszczami Brytyjczyków, a szczególnie Brytyjek. Mniejszą sławę zdobyli lotnicy z Dywizjonu 302, którzy znajdowali się nieco dalej od głównego frontu zmagań. 15 września skierowano ich do walki nad Londynem jako ostatnią rezerwę RAF. Zestrzelili wówczas 11 samolotów Luftwaffe na pewno i 7 prawdopodobnie. Trzy dni później było podobnie – zaliczyli 9 maszyn na pewno i 3 prawdopodobnie. 11 października Dywizjon 302. został przeniesiony w pobliże brytyjskiej stolicy w miejsce wysłanego na odpoczynek Dywizjonu 303., ale… Niemcy zmienili taktykę i zaprzestali masowych dziennych nalotów. Ogółem Dywizjon zlikwidował 27 samolotów niemieckich na pewno i 11 prawdopodobnie. Z kolei Polacy służący w dywizjonach brytyjskich strącili na pewno kolejne 77,5 wrogich maszyn i 16 prawdopodobnie. Najskuteczniejszym lotnikiem polskich dywizjonów okazał się Czech, sierżant pilot Josef Frantisek, który odnotował 17 sukcesów powietrznych. Tuż za nim uplasował się porucznik pilot Witold Urbanowicz. Strącił on 15 maszyn wroga na pewno (w tym dwa razy po cztery dziennie!) i 1 prawdopodobnie. Obaj ci należący do Dywizjonu 303 lotnicy zajęli czołowe miejsca pod względem indywidualnych wyników lotników RAF. W Bitwie o Anglię udział wzięli również lotnicy Dywizjonów Bombowych 300. Ziemi Mazowieckiej i 301. Ziemi Pomorskiej. Począwszy od połowy września, atakowali francuskie porty, gdzie Niemcy gromadzili barki i inny sprzęt inwazyjny. W tym czasie formowały się kolejne polskie jednostki myśliwskie, bombowe i inne. Wzięły one udział w walkach już po zakończeniu bitwy o Anglię. Niezdobyta twierdza Prowadzona przez Brytyjczyków i ich sojuszników obrona wyspy okazała się nie do sforsowania. 17 września, czyli jeszcze w trakcie intensywnych podniebnych zmagań, Adolf Hitler podjął decyzję o odwołaniu inwazji. Już w październiku niemieccy sztabowcy zaczęli przygotowywać się do ataku na dotychczasowego sojusznika – ZSRR. Luftwaffe długo jeszcze terroryzowała Brytyjczyków nalotami nocnymi, z którymi RAF nie umiał sobie efektywnie poradzić. Straty były poważne: tylko do końca 1940 roku w wyniku nalotów śmierć poniosły 23 tysiące cywilów, a 32 tysięcy osób zostały rannych. Okres wytchnienia dla Brytyjczyków zaczął się dopiero po zakończeniu walk na Bałkanach. publiczna W trakcie bitwy o Anglię Luftwaffe straciła ponad 1700 samolotów. Na zdjęciu zestrzelony Messerschmitt Bf 109. Choć do dzisiaj toczy się dyskusja historyków o tym, jakie były rzeczywiste straty obu stron, przyjmuje się, że w trakcie bitwy Luftwaffe straciła ponad 1 700 samolotów. Poległo lub dostało się do niewoli 2,5 tysiąca żołnierzy. Około tysiąc odniosło rany. Tymczasem brytyjska flota powietrzna zmniejszyła się o ponad 900 maszyn. Zginęło około 500 lotników, tyle samo zostało rannych. Polakom przypisano 203 zestrzelenia. Było to około 12 procent szkód odniesionych przez Luftwaffe! Zwycięstwo miało niestety swój koszt. Tylko w 1940 roku poległo w walce lub z innych przyczyn 8 lotników z Dywizjonu 302, 9 z 303 oraz 15 z dywizjonów bombowych. Naloty na Wielką Brytanię powróciły w czerwcu 1944 roku. Niemcy użyli wówczas bomb latających V-1 i rakiet balistycznych V-2. Okres ten nazywa się II bitwą o Anglię. Dla Hitlera było już jednak wtedy za późno. Nieco wcześniej z Wysp wyruszyła inwazja na kontynent, niosąc Europie Zachodniej wyzwolenie. Bibliografia: Arkady Fiedler, Dywizjon 303, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1974 Gottfried Leske, Władcy nieba, Oficyna Wydawnicza Kagero, Lublin 1996 Witold Urbanowicz, As. Wspomnienia legendarnego dowódcy Dywizjonu 303, Znak Horyzont, Kraków 2016 Adam Zamoyski, Zapomniane dywizjony. Losy lotników polskich, Wydawnictwo Puls, London 1995 Portal Polskie Siły Powietrzne w II wojnie światowej – Zobacz również Druga wojna światowa Kto naprawdę wygrał Bitwę o Anglię? Wielka Brytania pokonała Niemców w powietrznej Bitwie o Anglię tylko dzięki polskim pilotom, latających w angielskich i polskich dywizjonach myśliwskich. Gdyby nie Polacy, powietrzna obrona... 16 sierpnia 2020 | Autorzy: Paweł Szymański
Wielka polityka i symbole Polacy w czasie II wojny światowej walczyli na wszystkich frontach w Europie. Zmagaliśmy się z hitleryzmem w trakcie wojny obronnej 1939 roku, pod Narwikiem, w wojnie obronnej Francji i bitwie o Anglię. Męstwo naszego żołnierza zostało docenione pod Falaise, Gandawą, Arnhem i Monte Cassino. Nie zabrakło także polskich wojsk na froncie wschodnim w trakcie bitew pod Lenino, Studziankami czy Kołobrzegiem. Po prawie sześciu latach wojny sytuacja na wszystkich frontach w Europie była katastrofalna dla Niemiec. Przemysłowe serce Rzeszy, Zagłębie Ruhry, zostało okrążone przez Aliantów, front włoski pękał w szwach, a znad Odry ruszała największa dotychczas ofensywa Armii Czerwonej, której celem było zdobycie Berlina. Bitwa o Berlin z udziałem naszych wojsk była ostatnim i symbolicznym dla nas akordem wojny w Europie. Symbolicznym dlatego, że to my, Polacy, walczyliśmy od samego początku ze zmiennym szczęściem z nazizmem w Europie. W tej ofensywie nie mogło zabraknąć tych, którzy jako pierwsi rzucili rękawicę Hitlerowi – Polaków. Polska piechota w Berlinie Ofensywa marszałka Żukowa rozpoczęła się huraganowym ogniem 16 kwietnia 1945 roku. Celem operacji było przełamanie niemieckich pozycji nad Odrą, okrążenie Berlina i wymuszenie bezwarunkowej kapitulacji III Rzeszy. W tym czasie Wojsko Polskie wchodzące w skład 1. Frontu Białoruskiego miało za zadanie atakować tereny na północ od Berlina i dojść do linii Łaby. Dopiero 29 kwietnia wieczorem polski generał Michał Rola-Żymierski poprosił radzieckiego marszałka Gieorgija Żukowa „w imieniu Partii i Rządu Polskiego” o wyrażenie zgody na udział polskiej 1. Dywizji Piechoty imienia Tadeusza Kościuszki w szturmie na Berlin. Marszałek Żukow odpowiedział wymijająco, że „w tej sprawie zwróci się do Naczelnego Dowódcy”. I faktycznie za zgodą Józefa Stalina Żukow wydał rozkaz przewiezienia 1DP w rejon bezpośrednich walk i przydzielenia poszczególnych pułków do radzieckich jednostek pancernych. W ten oto sposób Polacy mieli brać udział oficjalnie w historycznym szturmie Berlina. 1DP nie była jedyną formacją polskiej armii biorącą udział w szturmie na Berlin, lecz jej udział był dla polskich komunistów bardzo ważny. 1DP była ich „oczkiem w głowie”, gdyż to właśnie ona miała stanowić niezłomny i bohaterski przykład w walce z Niemcami, a swoją postawą przyćmić obcoklasową Armię Krajową i jej walkę z okupantem. Ponadto Ludowe Wojsko Polskie sformowane przez komunistów było przeciwwagą dla polskich jednostek sformowanych na zachodzie i będących w gestii rządu polskiego na wychodźstwie. Volkssturmista z Panzerfaustem Początki Wojska Polskiego na wschodzie W maju 1943 roku w Sielcach nad Oką z inicjatywy komunistów skupionych w Związku Patriotów Polskich rozpoczęto formowanie pierwszej polskiej dywizji imienia Tadeusza Kościuszki. Początki drugiej armii formowanej w ZSRR – gdyż pierwsza była Armia Andersa – były skomplikowane. Do polskiego wojska, czyli tak zwanej armii generała Berlinga, ciągnęły rzesze Polaków przetrzymywanych w ZSRR po 17 września 1939 roku, którym nie udało się dostać wcześniej do Armii Andersa. Byli to ludzie, którzy wierzyli, że ich czyn zbrojny doprowadzi do ostatecznego zwycięstwa i wolnej Polski. Niestety plany Kremla i polskich komunistów były inne. Nowo tworzone jednostki polskie zaczęto indoktrynować, do każdej przydzielono teżsowieckich i polskich oficerów politycznych. Armia Berlinga była komunistyczną odpowiedzią na armię polską walczącą na zachodzie i była politycznie podporządkowana ZSRR. Podporządkowanie polskiego wojska polegało także na tym, że stanowiska oficerskie przydzielono radzieckiej kadrze oficerskiej, gdyż większość polskich oficerów w ZSRR zabito w kwietniu 1940 roku. Był to instrument ówczesnej polityki sowieckiej związanej ściśle z radzieckimi planami, których celem było stworzenie ustroju komunistycznego w powojennej Polsce. Na przełomie 1943 i 1944 roku sformowano kolejne polskie jednostki w ZSRR, które utworzyły 1. Korpus Polskich Sił Zbrojnych, rozwinięty 16 marca 1944 roku w 1. Armię Polską. Na początku sierpnia 1944 roku sformowano zaś 2. Armię Wojska Polskiego. Szlak bojowy jednostek polskich na wschodzie wiódł przez Lenino w październiku 1943 roku, przyczółek warecko-magnuszewski i Studzianki w sierpniu roku następnego. W tym samym czasie wojsko polskie brało udział w walkach o przyczółek czerniakowski w trakcie powstania warszawskiego. Na początku 1945 roku polskie oddziały walczyły o przełamanie niemieckich umocnień Wału Pomorskiego. Pod koniec kwietnia 1945 roku polskie jednostki wchodzące w skład 1. Frontu Białoruskiego miały ostatnie zadanie do wykonania – szturm na Berlin. Okolice Tiergarten Moździerze były pierwsze W walkach o Berlin brały udział następujące polskie oddziały: wspomniana już 1. Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki z 1. Armii Wojska Polskiego, 2. Pomorska Brygada Artylerii Haubic, 6. samodzielny warszawski zmotoryzowany batalion pontonowo-mostowy i 1. Samodzielna Brygada Moździerzy. Łącznie Wojsko Polskie w ostatniej bitwie frontu wschodniego wystawiło około dwunastu tysięcy ludzi. Mając na uwadze ogólną ilość żołnierzy Armii Czerwonej biorącej udział w szturmie Berlina, była to liczba symboliczna. Pierwszą polską jednostką biorącą udział w szturmie Berlina była 1. samodzielna brygada moździerzowa (1SBM). 1SMB dowodzona przez radzieckiego pułkownika Wasyla Jurina składała się z czterech pułków i trakcie walk o Berlin wchodziła w skład 47. Armii 1. Frontu Białoruskiego. Od 25 kwietnia 1SMB brała udział w zażartych walkach o przedmieścia Berlina i wykazała się w zdobywaniu dzielnicy Spandau. W dniach następnych 1SMB została zmuszona do odpierania niemieckich kontrataków pod Seeburgiem. Po całodziennym odpieraniu ataków nieprzyjaciela oddziały 1 SMB przyczyniły się do załamania ataku i same wzięły około siedemdziesięciu jeńców. Zacięte walki w dzielnicy Spandau o każdy dom i punkt oporu kosztowały obie strony wiele wysiłku i krwi. Podobnie miała się sytuacja w trakcie walk o Poczdam, w której brały udział dwa pułki 1 SMB. Częste są relacje uczestników walk o fanatycznym wręcz poświęceniu niemieckich żołnierzy i członków Volksturmu. Oprócz zażartych walk, nasi żołnierze byli świadkami masowych samobójstw fanatycznych wyznawców nazizmu, którzy oglądając upadek Rzeszy, nie widzieli sensu dalszego życia. Walki o centrum Poczdamu z udziałem oddziałów 1SMB trwały nieprzerwanie przez kilka dni i zakończyły się 27 kwietnia w godzinach popołudniowych. Pozostałe obrzeża Spandau zostały opanowane przy udziale 1SMB kilka dni później. Walki na zdobytych już terenach z niedobitkami niemieckimi trwały nieprzerwanie do dnia kapitulacji Berlina – 2 maja. Do dnia 4 maja cztery pułki 1SMB głównie broniły się przed niemieckimi kontratakami, których zadaniem miało być przerwanie pierścienia wokół Berlina i przedostanie się na zachód. O poświęceniu i męstwie żołnierzy 1SMB świadczy bilans walk o Berlin: 750 jeńców i ponad 2000 zabitych Niemców. W tle: Reichstag Berlin miastem kanałów 6. samodzielny warszawski zmotoryzowany batalion pontonowo-mostowy (6BP) był drugą jednostką Wojska Polskiego, która rozpoczęła szturm Berlina dnia 26 kwietnia 1945 roku. 6BP został przydzielony bezpośrednio do radzieckiej 2. Armii Pancernej Gwardii (2APG). Szturm na Berlin w radzieckich planach miał zostać dokonany jak najszybciej, przez co w bezpośrednim ataku na miasto wykorzystywano czołgi i działa samobieżne. Udział broni pancernej w walkach w mieście było nierozsądnym pomysłem i skutkował przeważnie zniszczeniem maszyn. Specyfika takich walk polega na tym, że mimo ochrony załogi przed pociskami przeciwpancernymi od czoła, załoga nie jest chroniona od bezpośrednich ataków od góry czy boku, o co w mieście bardzo łatwo. W dzielnicach na obrzeżach Berlina, w ich wąskich uliczkach, radzieckie czołgi były narażone na ataki panzerfaustów i panzerschrecków z okien piwnic czy wyższych kondygnacji budynków, co dawało obrońcom duże szanse powodzenia. Dodatkowo obrońcy Berlina porozdzielali kwartały miasta wysokimi czasami na dwa metry barykadami i wykopanymi przed nimi rowami, wkopywali też w jezdnię dobrze zamaskowane, nieliczne już czołgi oraz działa samobieżne i przeciwpancerne, a wysforowanie się czołgów przed piechotę uniemożliwiało atakującym dokładne rozpoznanie terenu. Trzeba mieć także na uwadze, że Berlin jest miastem położonym nad rzekami, Sprewą i Hawelą, porozcinanym wieloma kanałami, a poszczególne dzielnice są połączone z sobą mostami. W trakcie walk wiele mostów i kładek zostało zniszczonych, uszkodzonych bądź wysadzonych przez obrońców miasta. Błędne wykorzystanie czołgów przez radzieckich dowódców i charakterystyka terenu powodowały ogromne straty wśród radzieckich załóg. Do tego trzeba dodać brak koordynacji działań radzieckiej piechoty z oddziałami czołgów i pośpiech w zdobywaniu stolicy III Rzeszy, by 1 maja – w Święto Pracy – Stalin mógł się pochwalić światu zdobyciem stolicy wroga. Kościuszkowcy w natarciu Niedogodności, z jakimi na północy miasta miała do czynienia 2APG spowodowało w radzieckim dowództwie przydzielenie 6BP do jej bezpośredniego wsparcia. Zadaniem 6BP było w tych dniach zabezpieczenie przepraw przez kanały rzeczne, budowanie mostów pontonowych bądź remontowanie ocalałych mostów. Przez cały czas jednostki 6BP były pod ostrzałem moździerzowym oraz karabinów maszynowych. Dzięki bezpośredniemu wsparciu 6BP dla 2APG tej drugiej udało się uniknąć wielu niepotrzebnych strat i w łatwiejszy sposób przedrzeć się z północy w kierunku centrum miasta. Haubice w natarciu Trzecią jednostką polską, która brała udział w szturmie Berlina była 2. Pomorska Brygada Artylerii Haubic (2PBAH). 27 kwietnia 1945 roku 2PBAH rozpoczęła walki prowadząc ogień z parku Volksgarden w dzielnicy Siemensstadt. Na początku działań w Berlinie 2PBAH rozpoczęła tradycyjny ostrzał, lecz ze względu na działania w mieście szybko zrezygnowano z tej formy ostrzału na rzecz „ostrzału na wprost”. Zmiana prowadzenia ognia podyktowana była tym, że ogień haubic prowadzony w tradycyjny sposób burzył domy, tworzył leje w drogach, a nie niszczył bezpośrednio punktów oporu takich jak gniazda karabinów maszynowych, panzerfaustów bądź ukrytej artylerii. Niestety dla żołnierzy 2PBAH taka forma wykorzystania haubic powodowała wiele strat wśród artylerzystów. Po wykryciu punktu oporu należało „na klęczkach”, będąc wtulonym w koła i osłonę haubicy, przepchnąć ją w pobliże owego miejsca i rozpocząć ostrzał. Wielu artylerzystów w trakcie takich operacji zostało rannych od ognia karabinów maszynowych i wybuchających dookoła pocisków moździerzowych. Mimo strat i niedogodności udawało się żołnierzom 2PBAH zniszczyć kilkadziesiąt punktów oporu. Czasami dochodziło do niemożliwego wręcz wykorzystywania haubic w ostrzale prowadzonym z budynków na wysokości kilku pięter. Po wykryciu punktu oporu czy barykad niemożliwych do zniszczenia ze względu na trudne położenie atakujących rozbierano haubicę na części i wciągano poszczególne elementy na wysokość kilku pięter przy pomocy szmat, koców i innych materiałów. Następnie rozmontowaną haubicę wprowadzano do cudem ocalałego pokoju w budynku bądź jego ruin, by tam zmontować działo ponownie. Z tak prowizorycznego stanowiska prowadzono celny ostrzał nieprzyjaciela i jego punktów obrony. W dniu 1 maja 2PBAH została podporządkowana 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki w rejonie Tiergarten na południe od Sprewy. Kościuszkowcy Jako ostatnia do walki o Berlin stanęła 30 kwietnia w godzinach południowych największa polska jednostka – 1. Dywizja Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. Kilka godzin po tym jak Józef Stalin wyraził zgodę na udział 1DP w walkach o Berlin, ta była już na pozycjach wyjściowych do ataku. 1DP pod dowództwem generała brygady Wojciecha Bewziuka została przydzielona, podobnie jak 6BP, do radzieckiej 2APG. Punktem koncentracji 1DP była berlińska dzielnica Charlottenburg. Poszczególne pułki 1DP zostały przydzielone do różnych jednostek 2APG, lecz mimo tego podziału działały w jednym kierunku natarcia, którego celem była dzielnica Tiergarten oraz dalej położona na wschód słynna Brama Brandenburska i centrum miasta, tak zwany sektor Z. Zadania bojowe 1DP były podobne do 6BP: zapewnienie jednostkom 2APG wsparcia piechoty celem ograniczenia strat czołgów w zażartych walkach w mieście. Powodzenie w walce zapewniało zdobycie i obsadzenie ruin i zgliszczy tak, by można było podciągnąć odwody. Czołgi radzieckie niszczyły zabudowania i miejsca oporu, a piechota natychmiast miała je obsadzić. Poszczególne pułki 1 DP, atakując rejon dzielnicy Tiergarten, stykały się z zaciętym oporem obrońców. Dość często dochodziło do sytuacji, gdy obrońcy zachodzili polskie i radzieckie oddziały od tyłu, wychodząc przez kanały i piwnice zrujnowanych domów i kamienic. Po północy 1 maja pułki 1DP zbliżyły się do stacji szybkiej kolei podmiejskiej w dzielnicy Tiergarten, gdzie doszło do zaciętych walk z obrońcami. Trudne walki o każdy dom, a raczej ruiny, ciągły ostrzał karabinowy i moździerzowy wymusił zaprzestanie walk i odczekanie do nastania świtu celem dokładniejszego rozpoznania zorganizowanej obrony. Jeden z uczestników walk, Zygmunt Duszyński, pisał już po wojnie: Berlin miastem kanałów „Niemcy nadal walczą, tak jakby to nie był rok 1945 i koniec wojny. Bić się trzeba było nie tylko o domy i ulice, ale o drzwi, okna i kominy na dachach. Oberwać po głowie można było z każdej strony, a najczęściej z tyłu i góry. Próby natarcia ulicami nie dały rezultatów i pułk przeszedł do natarcia przez domy i podwórza, przebijając przejścia w murach, niszcząc oddzielne punkty oporu i strzelców wyborowych”. Często dochodziło do przypadkowego kontaktu z obrońcami i wymiany ognia na kilkumetrowe odległości. Co chwilę po obu stronach wybuchały granaty i pociski moździerzowe. Hałas, wybuchy, kurz i dymy z płonących ruin to była sceneria, w jakich obu stronom przyszło walczyć. Czasami dochodziło do sytuacji, gdy nacierający żołnierze podchodzili pod spokojne miejsca, które nagle ożywały seriami z broni maszynowej i wybuchającymi pociskami moździerzowymi. Trzeba przyznać, że obrońcy miasta mimo braku zaopatrzenia, nawałnicy wrogich sił, ciągłego ostrzału artyleryjskiego i braku wsparcia z powietrza wykazywali determinację i wytrwałość w obronie swojego miasta. Największym niebezpieczeństwem dla atakujących były narożniki ulic silnie ostrzeliwane ogniem karabinów maszynowych. Strzelcy wyborowi tylko wypatrywali okazji takich jak przeskakujący przez ulicę żołnierz. Sekunda nieuwagi i traciło się życie. 1 maja miał się odbyć szturm generalny. Żołnierze 1DP zostali skierowani do ataku na stację kolei podmiejskiej i zabudowania politechniki berlińskiej. O godzinie 9 rano, po dwudziestominutowym ostrzale artyleryjskim, przystąpiono do szturmu. Atak ze wszystkich stron spowodował zamieszanie w szeregach obrońców, przez co łatwiej było radzieckim czołgistom wspomaganym polską piechotą podejść w dogodny sposób do punktów oporu. Podobnie jak w poprzednich dniach Niemcy zażarcie bronili swoich pozycji. Oprócz walk o politechnikę i stację kolei podmiejskiej nasi żołnierze musieli walczyć w podziemnych zabudowaniach metra. Wytyczne z Moskwy nic nie dały, na 1 maja nie udało się złamać niemieckiego oporu w Berlinie. Około godziny 10 rano przystąpiono do kolejnego ataku. Mimo męstwa z obu stron i ten atak nie przyniósł zwycięstwa. Kolejna fala ataku, o godzinie 14:30 na budynki politechniki, też nie skończyła się sukcesem. Dopiero nocny atak z trzech stron przyniósł rozstrzygniecie o świcie 2 maja. Już po zdobyciu budynków politechniki jeden z żołnierzy 1DP Witold Górecki zanotował: „Politechnika wydawała się twierdzą nie do zdobycia, ale wiele już takich twierdz zdobywaliśmy, więc i ta nie była dla nas straszna. Politechnikę w końcu opanowaliśmy. Niemcy bronili się zaciekle.” Zdobycie budynków politechniki, stacji kolei podmiejskiej oraz toru kolejowego w pobliżu Zoologischer Garten przez żołnierzy 1DP spowodowało przerwanie od zachodu centralnego pierścienia obrony. Udany atak spowodował wyjście polskich i radzieckich oddziałów na tyły Reichstagu i opanowanie ogrodu Tiergarten. Natarcie ze wszystkich stron na centrum Berlina stało się możliwe. Biało czerwona flaga w Berlinie Tragiczne położenie obrońców oraz samobójstwo Adolfa Hitlera w dniu 30 kwietnia spowodowało, że 2 maja o godzinie 2:40 dowódcy obrony Berlina zwrócili się do swoich odpowiedników po stronie sowieckiej z prośbą o przerwanie ognia. Widząc bezsens dalszej walki i niemożność przebicia się obrońców na zachód, niemieccy generałowie rozpoczęli pertraktacje. Radzieckie dowództwo przekazało niemieckim parlamentarzystom żądanie poddania się do godziny siódmej rano. Około tej właśnie godziny pododdziały 8. Armii Gwardii generała Wasilija Czujkowa doszły do historycznej Bramy Brandenburskiej. Coraz więcej żołnierzy radzieckich, a później i polskich, zaczęło świętować dojście w pobliże Aleksanderplatz i alei Unter der Linden. Ludzie płakali, obściskiwali się i strzelali na wiwat. Na Bramie Brandenburskiej zawisły radzieckie sztandary, a na kolumnie zwycięstwa i Reichstagu biało-czerwona flaga. 1DP straciła w trakcie walk o Berlin 539 rannych i zabitych żołnierzy – 8% stanu wyjściowego dywizji. Straty niemieckie były większe: około 1000 zabitych, 2500 wziętych do niewoli żołnierzy. 1DP zdobyła 36 kwartałów miasta, zniszczyła 28 dział i ponad setkę karabinów maszynowych, zdobyła 6 czołgów i 26 dział, 300 samochodów i 120 motocykli. Do godziny piętnastej wojska radzieckie i polskie opanowały całe miasto. W tym samym czasie nie wszystkie oddziały obrońców otrzymały informacje o zaprzestaniu walk, tak więc niekiedy dochodziło jeszcze do walk. Stolica III Rzeszy została jednak zdobyta, a do zakończenia wojny zostało zaledwie kilka dni. Bibliografia: 1. K. Kaczmarek, Oni szturmowali Berlin, Wyd: Książka i Wiedza, 1987 2. Mała Encyklopedia Wojskowa tom 1-3, Wyd: MON, 1971 3. Zdzisław Stąpor, Berlin 1945, Wyd: Bellona, 2005
walki w czasie bitwy o anglię w 1940 roku trwały